Miejska Biblioteka Publiczna

w Rawie Mazowieckiej


20 OSTATNICH KOMENTARZY


 Dotyczy: Klient
 Wysłany: 2024-07-08 09:29:30


W zbiorach:     


Ekranizację Klienta z 1994 w świetnej obsadzie z Bradem Renfro, Tommy Lee Jonesem i genialną rolą Susan Sarandon zna chyba każdy. Film nakręcono na postawie powieści Johna Grishama z 1993 pod tym samym tutułem i postanowiłem ją przeczytać od tego zaczynając poznawanie dorobku literackiego tego amerykańskiego autora specjalizującego się w kryminałach i thrillerach prawniczych.
Nie będę się rozpisywał i powiem tylko, że choć zasadniczo ekranizacja jest dość wierna powieściowemu oryginałowi, istnieją jednak pewne istotne rozbieżności, jak choćby sposób ukazania Wielebnego Roya Foltrigga Tommy Lee Jones w filmie. No i tradycyjnie książka ma o wiele większą wartość poznawczą - w filmie oglądamy, ale nie widzimy, a powieść mówi nam co i jak, więc to, co w filmie ucieka, choć niby widoczne, wyraźnie do nas dociera. Pod względem czystej rozrywkowej przyjemności z czytania trudno orzec, czy książka jest znacząco lepsza, gdyż film się udał, ale na pewno warto po tę pozycję sięgnąć. Dla miłośników gatunku to pozycja chyba obowiązkowa.
Ja zamiast słowa drukowanego zdecydowałem się na audiobook w którym na lektora wybrano Rocha Siemianowskiego. Choć nie należy on do moich ulubionych interpretatorów tekstów pochodzenia anglosaskiego i w dodatku zdarzają mu się przejęzyczenia, to śmiało można sięgać i po ten nośnik. Gorąco polecam, czy to druk, czy audiobook

 Dotyczy: Ostatni świadkowie : utwory solowe na głos dziecięcy
 Wysłany: 2024-07-02 19:59:09


W zbiorach:     


Książkami noblistki Swietłany Aleksijewicz zainteresowałem się dzięki Dyskusyjnemu Klubowi Książki w Rawie Mazowieckiej. Ostatni świadkowie.. to już moje czwarte spotkanie z jej twórczością. Tym razem, po Czarnobylu, II wojnie i radzieckiej wojnie w Afganistanie, przyszła ponownie kolej na II wojnę, ale o dziwo w jeszcze bardziej oryginalnym ujęciu. Warsztat dokumentalnej literatury tworzonej przez białoruską noblistkę jest specyficzny - opiera się na wspomnieniach uczestników znaczących wydarzeń historycznych, ale nie takich zwykłych wspomnień, do jakich nas przyzwyczajono. Aleksijewicz dociera do szarych, zwykłych ludzi i do ich nieocenzurowanych wspomnień nigdzie wcześniej nie publikowanych. Tym razem poszła jeszcze dalej, bo w Ostatnich świadkach głos oddaje... dzieciom. Kilku, co najwyżej kilkunastoletnim.

Co może pamiętać dziecko? Przecież jego wspomnienia mogły się przez dziesięciolecia zatrzeć, wypaczyć... Przecież mogą być zniekształcone specyficzną perspektywą... To samo jednak można powiedzieć o każdych wspomnieniach, bowiem pamięć ludzka to fascynująca maszyna, połączenie unikalnego oprogramowania z unikalnym hardware, które razem przez cały czas, nawet we śnie, przebudowują, porządkują i uzupełniają sic! otrzymane informacje. Każdy dorosły ma inną perspektywę i pamięć każego funkcjonuje nieco inaczej, czemu więc miałoby to być przeszkodą w przyjęciu jako źródeł historycznych również wspomnień dzieci?

No i znowu Swietłana Aleksijewicz dała się poznać jako Mistrz. Podjęła się niezwykle pionierskiego literackiego oraz naukowego eksperymentu i stworzyła Dzieło. Nie tylko o II wojnie światowej. Nie tylko o wojnie w ogóle. O bliskich i odległych ofiarach wojny. Gdy się dobrze, uważnie wczytać, jest ta publikacją kopalnią wiedzy o społeczeństwie radzieckim i o radzieckiej również rosyjskiej duszy.

Pozycja absolutnie must read dla każdego, a w szczególności dla patriotów i każdego, kto chce zgłębić specyfikę Rosji oraz państw ku niej ciążących. Gorąco polecam

 Dotyczy: Suma wszystkich strachów [Książka mówiona]
 Wysłany: 2024-06-30 21:19:44


W zbiorach:     


Poznając w większości przypominając sobie, według kolejności wydarzeń świata przedstawionego, przygody Jacka Ryana, amerykańskiego naukowca, szpiega i co tam jeszcze, wykreowanego przez Toma Clancyego, dotarłem do Sumy wszystkich strachów znanej chyba wszystkim z ekranizacji z 2002 roku w gwiazdorskiej obsadzie z moim ulubionym Morganem Freemanem na czele. Z licznych dostępnych wydań wybrałem wersję audio, której głosu użyczył Janusz Zadura. Lektor sprawił się bardzo przyzwoicie, choć czasami albo go dykcja zawodziła, albo czytał bezmyślnie, i sam już nie wiedziałem, czy na przykład zamiast ewidentnie błędnego genialnie miało być generalnie, gremialnie, czy jeszcze jakoś inaczej.

Od razu powiem, że mimo pewnych potknięć lektora, powieść tak mnie wciągnęła, iż kilka razy skradła czas przeznaczony na książkę drukiem, co rzadko mi się zdarza, bowiem audiobooki idą, gdy jestem w ruchu lub mam zajęte ręce, a papier, gdy tylko to możliwe. W dodatku konkurentem była genialna Swietłana Aleksijewicz tym razem ze swoimi Ostatnimi świadkami. Wstyd przyznać, ale Clany zdecydowanie bardziej wciągał, choć i od konkurentki trudno się oderwać.

Suma to wielce klasyczny technothriller, political military fiction z elementami powieści szpiegowskiej, sensacyjnej i kryminału, czyli to, co wielu uwielbia. Tym, którzy uważają fabułę za głupie fantazje, może warto powiedzieć, bo mogą nie wiedzieć, że na przykład w 1983 roku tylko decyzja jednego wojskowego średniego szczebla, który złamał obowiązujące go procedury, uratowała nas od światowej wojny atomowej, za którą odpowiedzialność zresztą spadłaby pośmiertnie na Zachód. Co do zaginonych bomb atomowych, było ich w historii sporo i nawet nie wszystkie made in USA zostały odnalezione sic!. O materiałach rozszczepialnych lepiej nawet nie myśleć.

No, biorąc pod uwagę ile zegarów przy ilu bombach megazagłady tyka nad ludzkością - prawdę mówi przysłowie nieświadomy znaczy szczęśliwy. Choć oryginalnie powiedzonko brzmi dosadniej... Jednak to była tylko dygresja - wróćmy do książki.

Fabuły nie będę zdradzał, choć ogólne zarysy z powodu ekranizacji zna w przybliżeniu prawie każdy. Mimo wszystko, nawet przy powtórnej lekturze, mistrzowskie stopniowanie napięcia, operowanie tempem akcji, dialogami i atmosferą, sprawia iż opowieść wciąga jak mało która. Wielkimi zaletami są też specyficzny, dostosowany do sytuacji i środowiska humor, jak na przykład moja ulubiona zagadka Dlaczego sztabowcy są jak pieczarki? Nie można też pominąć celności wielu ocen i refleksji dotyczących polityki międzynarodowej, mechanizmów sprawowania władzy i wybuchu wojny oraz innych, które są wciąż aktualne, choć książka pierwszy raz ujrzała światło dzienne w 1991. Postacie świetnie wykreowane i poprowadzone, co szczególnie widać podczas ich działania w stresie i bezsenności. Jedna z najlepszych powieści tego typu ever - dobry stary Clancy w swej najlepszej formie! Zdecydowanie polecam

 Dotyczy: Koniec kłamstw
 Wysłany: 2024-06-21 19:16:53


W zbiorach:     


Koniec kłamstw to jedenasta już część cyklu powieściowego o brytyjskim policjancie Tomie Douglasie pióra angielskiej pisarki Rachel Abbot. Jak w całej serii, i w tej jej odsłonie mamy dwie warstwy fabularne - tę, która ciągnie się od samego początku i tę, która zaczyna się i kończy w obecnym tomie stanowiąc zamkniętą całość. Tym razem dużo więcej jest tej drugiej warstwy niż pierwszej. Fabuły oczywiście nie będę zdradzał. Raz, że przybliżanie tematu kryminału zawsze co najmniej ociera się o spojlerowanie, dwa, iż i tak przygody Toma Douglasa trzeba czytać po kolei od pierwszej powieści Tylko niewinni, żeby wiedzieć o co dokładnie chodzi w dłuższych wątkach. Miło mi jednak stwierdzić, że momentami od Końca kłamstw naprawdę nie mogłem się oderwać, choć ta powieść jest nieco odmienna od pozostałych - główna intryga jest wyjątkowo skomplikowana. Namotała Abbot, namotała, i czyta się to świetnie. Ocena Toma Douglasa jako jednej z lepszych kryminalnych serii powieściowych ever nadal aktualna! Polecam

 Dotyczy: Cynkowi chłopcy
 Wysłany: 2024-06-17 22:25:55


W zbiorach:     


Pewnie się powtarzam, ale od dawna już literacki Nobel jest dla mnie mniej wiarygodny od Pulitzera. Niemniej jednak ten Nobel, który otrzymała Swietłana Aleksijewicz, należał się jej w stu procentach i na pewno nie należy do tych przypadków, które obniżają prestiż owej nagrody. Po genialnych dziełach Wojna nie ma w sobie nic z kobiety i Czarnobylska modlitwa wcześniejsze polskie wydanie nosiło tytuł Krzyk Czarnobyla, które wywarły na mnie wielkie wrażenie, sięgnąłem więc po kolejną książkę autorki Cynkowi chłopcy wcześniejsze polskie wydanie miało tytuł Ołowiane żołnierzyki.

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, Cynkowi chłopcy poświęceni są przeżyciom radzieckich żołnierzy, którzy brali udział w wojnie w Afganistanie. Żołnierzy i ich bliskich.

Jak i w poprzednich książkach, Aleksijewicz nie powiela wiedzy, którą można wyszukać w internecie, nie bawi się w kolejną wariację na temat historii wojny, strategii i taktyki. Poszukuje, jak to ona zawsze, tego co było naprawdę udziałem jej bohaterów prawdziwych, nieocenzurowanych przez władze i media osobistych wspomnień, zapisów chwili, stanów duszy, uczuć z tamtych dni. Bardzo interesujące jest też ukazanie zmieniającego się w czasie stosunku społeczeństwa radzieckiego do wojny i jej uczestników.

Tak jak poprzednio, muszę zrezygnować z przybliżania Cynkowych chłopców, z cytatów czy omawiania wątków. Książka ma głębie, które trzeba poznać samemu, budzi emocje, które trzeba samemu poczuć i prowokuje refleksje, do których trzeba dojść we własnym zakresie i na swój własny sposób.

Szkoda tylko, że my jako naród w przeważającej większości jeszcze nie dorośliśmy do pewnych spraw. Jak mówi jeden z bohaterów Cynkowych chłopców: Chciałem być przyzwoity, ale na wojnie się nie da. Że wojna, niezależnie od tego, czy sprawiedliwa, czy nie, niszczy wszystko, również moralność i etykę, prawdę i uczciwość, zauważyło nawet Hollywood. Z mitem czystych rąk żołnierskich i honorowej wojny rozprawili się już chyba wszyscy, zarówno w literaturze, jak i w filmie. Wszyscy, tylko nie my. Oczywiście, prorządowe i proarmijne środowiska patriotyczne wszędzie kręcą dęte wojenne filmy i wydają książki o podobnym wydźwięku, ale we wszystkich krajach, nawet w militarystycznych Stanach i imperialistycznej Rosji, coraz więcej jest książek i filmów, które pokazują, że wojna jest podła i niemoralna niezależnie od tego, czy jest słuszna czy nie. W USA takie szargające pamięć bohaterów dzieła są nawet doceniane i nagradzane. A u nas? Czy w jakimkolwiek polskim filmie lub książce polski żołnierz zabił rodzinę cywilów wrzucając granat do piwnicy, w której się ukrywali? A przecież to zwykły element walki w terenie zabudowanym. Ostatnio i u nas pojawiają się pewne jaskółki prawdy o wojnie, co prawda nieśmiałe, więc to zderzenie naszej kinematografii i literatury ze światową, którego kolejnym elementem jest lektura Cynkowych chłopców, wywołuje chyba u nas jeszcze inne, dodatkowe uczucia, których być może nie znają Amerykanie czy inni czytelnicy. To tylko jednak taka dygresja. Wracając do dzieła jako takiego, i tę książkę białoruskiej noblistki, podobnie jak poprzednie, gorąco polecam. To stuprocentowy must read.

Svetlana Alexievich, Swiatłana Alaksandrauna Aleksijewicz, biał. , ros. , Swietłana Aleksandrowna Aleksijewicz

 Dotyczy: Wojna nie ma w sobie nic z kobiety
 Wysłany: 2024-06-09 20:58:16


W zbiorach:     


Po lekturze Czarnobylskiej modlitwy, która okazała się wielkim czytelniczym przeżyciem, nie było innej możliwości jak sięgnąć po kolejną książkę Svetlany Alexievich Swietłany Aleksijewicz. Padło najpierw na Wojna nie ma w sobie nic z kobiety. Nie spodziewałem się, że cokolwiek o wojnie, zwłaszcza drugiej, może mnie zaskoczyć, a tu - właśnie zaskoczenie. Dzieło jak żadne inne i po jego poznaniu jeszcze bardziej niż po Czarnobylskiej modlitwie upewniłem się, że Nobel tej autorce należał się jak mało komu. Powtórzyła się sytuacja z poprzedniej jej książki - muszę zrezygnować z wykorzystania poczynionych w trakcie lektury notatek, z zapisanych cytatów. Każde przybliżenie treści tego dzieła byłoby zarazem spłyceniem i zniekształceniem. Książka jest zbyt wielowątkowa, wielopłaszczyznowa i głęboka, by można oddać ją odpowiednio w nawet najdłuższej recenzji. Każdy musi przetrawić Wojnę... we własnym umyśle i sercu, choć oczywiście, niestety, perspektywa i percepcja będzie zależeć nie tylko od inteligencji czytelnika, jego oczytania i wiedzy, lecz i od umiejętności kojarzenia, jak to się mądrze mówi, interdyscyplinarnego. Dla mnie jest to nie nie tylko unikalne dzieło o drugiej wojnie światowej, nie tylko dzieło o ludziach, kobietach na wojnie, ale o człowieku radzieckim. Wypełniło jako pierwsze, i to bardzo mocnym wejściem, lukę w postrzeganiu istoty duszy rosyjskiej, którą wyczuwałem już od jakiegoś czasu, choć nie do końca to werbalizowałem. Wojna...jako pierwsza wyjaśnia fenomen frontu wschodniego, to masowe poświęcanie życia w imię Ojczyzny i Stalina, do którego nie wystarczają przytaczane do dziś argumenty o Smierszy i tym podobnych formach presji. Fenomenu nie tylko wojennego, ale również fenomenu człowieka radzieckiego przed i powojennego. Wojna... to niezwykle cenne dopełnienie światowej literatury i nauk społecznych, które stawiają Swietłanę Aleksijewicz wśród najlepszych piór ever. Moim zdaniem to pozycja absolutnie must read dla każego

 Dotyczy: Kontrola
 Wysłany: 2024-06-09 20:57:17


W zbiorach:     


Suworow pisarsko działa na kilku płaszczyznach - dokument, dokument fabularyzowany, beletrystyka historyczna i klasyczna beletrystyka. Kontrola to pierwsza powieść cyklu - o stalinowskiej superagentce, odpowiedniku Jamesa Bonda. Nieporównanie lepszym zresztą. Genialna fabuła wpleciona w stalinowskie czasy, znane postacie okresu ze Stalinem włącznie, świetna dynamika i to, czego w Bondzie w ogóle nie ma - świetnie oddany klimat epoki i miejsca, duch owych czasów i ludzi radzieckich wzbogacony o wiele perełek, szczególików historycznych, które kiedyś może były nawet traktowane jako fantazje, ale obecnie mają całkiem inny charakter. Czytałem Kontrolę dziesiątki lat temu, gdy się u nas po raz pierwszy ukazała, a teraz, po replayu, doceniam ją jeszcze bardziej. Choć to niby beletrystyka, świetnie pokazuje tak poważne tematy, jak przyczyny ciążenia Rosji ku dyktaturom, wojnom i kompleksowi oblężonej twierdzy, ku nieliczeniu się z życiem ludzkim i niezliczone paradoksy tego kraju, który jest, jak to mówią, stanem umysłu. Do pełnego zrozumienia Rosji Suworow, zarówno w lekkich jak i poważnych dziełach, jest równie konieczny jak Aleksijewicz, Sołżenicyn, Gessen, Browder czy Kasparow albo Nikulin. Niestety pokazuje też, że gdyby nie Zachód, nie byłoby Imperium Rosyjskiego, komunizmu, radzieckiej bomby atomowej, Stalina ani Putina. Choć to ostatnie, to oczywiście nie z tej książki, ale patrząc na czasy Stalina widać, iż nic się nie zmienia - historia kołem się toczy, a politycy krajów demokracji, zamiast się uczyć na błędach, są coraz głupsi. Gorąco polecam

 Dotyczy: Do gwiazd
 Wysłany: 2024-06-01 13:59:44


W zbiorach:     


Sięgając po audiobooka Do gwiazd byłem ciekaw, jak też sobie poradzi z military hard science fiction autor, którego dotąd znałem jedynie z udanego cyklu powieści fantasy Archiwum Burzowego Światła. No i nie poradził sobie, w czym mu prawdopodobnie bardzo mocno dopomógł poziom wydania, które miałem wątpliwą przyjemność podziwiać.

Zacznijmy od lektorki nie! Nie i nie! Totalna amatorszczyzna odbierająca wszelką przyjemność ze słuchania. Bierze oddech tam, gdzie nie ma znaków przestankowych, nie idzie z rytmem narracji ani dialogów. Nie tylko nie umie pracować z oddechem, to jeszcze co chwilę trafiają się przejęzyczenia, nieraz w najgorszych momentach, gdy w trakcie pędzącej na łeb na szyję akcji ciągiem staje się cięgiem a linia liną lub odwrotnie. Dykcja słabiutka, a kompletnie zawodzi nawet na średnio trudnych wyrazach takich jak choćby wnętrzności. Niejeden dziadek lepiej czyta bajki dziecku, niż Walden tę książkę.

Z tłumaczeniem nie jest wiele lepiej- słabe toto było i trafił się nawet kwiatek na słowa o broni zareagował jak psiak. Poza tym powtórzenia, powtórzenia, powtórzenia.

Mam wrażenie, że niektóre aspekty powieści pozostaną nieczytelne dla większości odbiorców - pytanie ilu czytelników jest w stanie wychwycić na przykład aluzję do kota Schrödingera, gdy mowa mowa o kocie, który być może jest martwy. Pytanie czy wychwycił je tłumacz i ile z nich uciekło.

Sama opowieść też mnie nie do końca przekonuje. Fabuła owszem, jest w porządku, ale protagonistka Nie kupuję tego, co tym razem Sanderson wykreował. Zwinka w Archiwum Burzowego Światła też była dzieckiem, ale nie była infantylna i żenująca.

Może w wersji drukiem odebrałbym to dzieło troszkę lepiej, a tak sam nie wiem na jaką ocenę się zdecydować. Momentami bardzo mi się nie podobała, a momentami było tak dobrze, że aż żal było pamiętać odczucia sprzed kilku minut i mieć świadomość, że pewnie za chwilę znów będzie wtopa. Jak Sanderson to chyba jednak tylko fantasy, choć Coś mi mówi, że do Spensy główna bohaterka Do gwiazd jeszcze wrócę. Tak z ciekawości. Ale jeśli będę miał wybór między audiobookiem i drukiem, wybiorę na pewno to drugie. Zwłaszcza jeśli przypomnę sobie interpretację Kaji Walden. Masakra!

 Dotyczy: Muzyka z kufra
 Wysłany: 2024-05-21 17:28:26


W zbiorach:     


Klasyczny, ale absolutnie nie sztampowy, kryminał w klimatach LA. Świetna powieść policyjna, trochę noir, trochę detektywistyczna, z dodatkiem wątku romansowego. To już piąta powieść cyklu z Harrym Boshem, a szósta w HBU, ale wciąż ma w sobie to coś. No i ten protagonista - niby twardy glina jakiego znamy z niezliczonych seriali literackich i filmowych, ale ma w sobie to coś. Zdecydowanie polecam.

 Dotyczy: Śmiertelna rozpacz
 Wysłany: 2024-05-14 10:07:12


W zbiorach:     


Druga część trylogii w modnym ostatnio stylu Porwanej. Bardzo dobry kryminał, choć już nieco sztampowy, za to tematyka ważna - niewolnictwo w dzisiejszym świecie, które nie ma niczego wspólnego z rasizmem, tutaj w realiach USA, czyli nasilający się z każdym rokiem handel ludźmi.

 Dotyczy: Ubezwłasnogłowieni
 Wysłany: 2024-05-14 09:57:01


W zbiorach:     


Bardzo dobry, oryginalny szkocki kryminał w anturażu science fiction. Lekko noir. Zaskakująca wariacja na temat przyszłości - ciekawa koncepcja. Polecam

 Dotyczy: Cisza w Pogrance
 Wysłany: 2024-05-10 17:15:03


W zbiorach:     


Miałem już nie pisać dłuższych tekstów o książkach, które mi się nie podobają, by więcej czasu poświęcić na te warte propagowania, ale tutaj inaczej się nie da trzeba powiedzieć co i jak. Ciszę w Pogrance Marcina Pilisa postanowiłem poznać formie audiobooka w interpretacji Ilony Chojnowskiej. Niestety nie był to dobry wybór, ale o tym dalej.

Nie wiem, na ile książka jest oparta na wspomnieniach konkretnych osób, a ile w niej fikcji literackiej. W tym wypadku nie ma to większego znaczenia, gdyż główny problem leży gdzie indziej. W dobrych dziełach dobrych autorów, nawet jeśli zajmują się beletrystyką, świat przedstawiony i zaludniające go postacie, ich działania i opisywane wydarzenia, tchną autentyzmem, realizmem i są przekonujące, nawet jeśli jest to w konwencji science fiction. I odwrotnie słabi autorzy i słabe książki, nawet jeśli są stricte literaturą faktu, nawet jeśli nie zalatują fałszem, to są nieprzekonujące. Czasami przyczyna takiego stanu rzeczy jest trudna do uchwycenia, leży gdzieś w klimacie, którego nie udało się oddać, czy w innych niuansach, ale w przypadku Ciszy w Pogrance wynika to zarówno z całokształtu tej książki, z ogólnego wrażenia, jak i z ewidentnych wręcz przegięć.

Sienkiewicz, gdy wrócił z Ameryki z podkulonym ogonem, zaczął pisać pod publiczkę, co w polskich realiach oznacza pod kompleksy i ambicje narodowe. No i powstała Trylogia, którą czytałem sam nie wiem ile razy. Czemu? Bo miał Pióro! Czytało się to, czyta i czytać się będzie z przyjemnością, gdyż takiej literatury nie jest w stanie skazić minimalne muśnięcie propagandowe, które zresztą z czasem nabrało całkiem innego wydźwięku niż miało za czasów autora. Niestety, Pilis to nie Sienkiewicz.

Gdybym nie wiedział, kto to napisał, pomyślałbym, że Ciszę w Pogrance napisał ktoś po kursach dla sowieckich agitatorów, tak przypomina mi ona obrazy kina radzieckiego serwowane u nas w czasach PRL. Wisienką na torcie jest ostatnia scena. To już kicz do kwadratu kasujący nawet dzieła komunistycznej propagandy dwoje zwykłych ludzi rozstrzeliwanych przez pojedynczego strzelca, na zmianę strzelającego to do kobiety, to do mężczyzny, nie wydaje z siebie żadnego odgłosu, nawet pojedynczego jęku, w momencie nieśmiertelnych trafień i tak wytrzymują aż do śmierci. Wypisz wymaluj prawdziwi gieroje.

Do propagandowego przegięcia wady dzieła Pilisa się nie ograniczają. Wyssana z palca pseudopsychologia sprawców ukraińskich zbrodni na Polakach aż żenuje. Mógłby się autor zastanowić, zauważyć, że takie zbrodnie są nieodrodną częścią wojen. I to nie tylko tych między państwami. Wystarczy przypomnieć sobie ryciny przedstawiające praktyki Świętej Inkwizycji. Wystarczy wspomnieć, że takie same rzeczy jak na Wołyniu działy się choćby podczas rewolucji 1917 czy rzezi Ormian. Tylko że tak naprawdę my zawsze mieliśmy gdzieś, co robią innym, póki nie robią tego nam. A gdy już robią, wtedy myślimy, że jesteśmy wyjątkowi, że nam pierwszym to robią. Ponieważ musimy być wyjątkowi, nawet jako ofiary, dorabiamy do tego wszystko historię, legendy, no i oczywiście psychologię sprawców. Gdyby Pilis był rzetelny, to sięgnąłby do autorów, którzy badali, dlaczego prawidłowością jest od wieków, a nie wyjątkiem, iż im bardziej niewinna ofiara, tym okrutniejszy sprawca. Odsyłam na początek choćby do Zimbardo.

Chwilami miałem wrażenie, że książka nie jest dziełem mężczyzny, a kobiety. Znacząca, jeśli nie przeważająca część jej objętości, to romansidło klasy B albo jeszcze gorzej, a w dodatku miejscami autor sili się na pseudopoetyckość typową dla tego kanonu literackiego, co daje efekt tragikomiczny w połączeniu z drugim głównym wątkiem, czyli rzezią. Takie kwiatki jak karabinowa seria to już zaś typowo damska wpadka.

Nie wiem, czy to celowe, że autor wszystkie kobiety w książce wykreował jeśli nawet nie jako kompletne idiotki, to przynajmniej jako lekko przygłupie, ale ja takiego czegoś nie kupuję, a scena, w której dorosła, wręcz stara baba, na poważnie zastanawia się po co faceci musieli miętosić jej cycki i jaki mieli w tym cel pozostawiam litościwie bez dalszego komentarza.

Jeśli już przywołałem Mistrza Henryka, to przypomnę, iż jednym z rysów jego warsztatu była piękna stylizacja języka stosownie do epoki, warstw społecznych i tym podobnych może nie do końca wierna realiom, ale za to przekonująca. Jeśli zaś u Pilisa ukraiński wiejski chłopak granatem od pługa oderwany czuł się zainspirowany to takie litościwe niedomówienie.

Gdyby założyć, że w powieści w miarę wiernie oddano poziom umysłowy polskiej młodzieży w postaciach głównych bohaterek, to tego się nie da dość dosadnie skomentować. Nastoletnie, niemal dorosłe dziewczyny, w drugiej połowie wojny, mają takie pojęcie o niej, o życiu i świecie, jak moje pokolenie chyba po wyjściu z przedszkola. Jak to można strawić?

Gdyby zawierzyć książce Pilisa, to czas II wojny na Wołyniu, przed masakrą Polaków, ale już po unicestwieniu Żydów, jawi się bardziej sielski niż dzisiejsza Polska. Dzieci ośmioletnie biegają same przez lasy i pola do sąsiednich wiosek za zgodą wykształconych polskich rodziców, nikt się niczego nie obawia, marzenie po prostu. To, że Żydów już nie ma, to że znajomi Ukraińcy mordują Rosjan, to że bieżeńcy opowiadają o mordowaniu Polaków i paleniu polskich wsi przez Ukraińców, to, że wszyscy Ukraińcy mają na Polaków złe oczy, to nic. Jest przecież tak spokojnie, tak przyjaźnie.

Szkoda, że wyszło jak wyszło, bo mogła być Cisza w Pogrance rzeczą ciekawą i wartościową. Autor jednak poszedł na żywioł, nie zagłębił się w temat, a literacko pracę położył. Swoją drogą, tak się zastanawiam nad analogią między Żydami z getta warszawskiego i Polakami z Wołynia. Czy to zaślepienie, ta piramidalna głupota samooszukiwania się, nie ma podobnych przyczyn? Jakich? Ciekawe, czy coś ma do rzeczy fakt, że I wojna światowa w zbiorowej mentalności Polaków i Żydów w ogóle, w przeciwieństwie do Europy Zachodniej i USA, nie istniała i nie istnieje po dziś dzień, podobnie jak ofiary innych rzezi, które nas nie dotknęły.

Autor niestety na żadne przemyślenia się nie sili. Nawet o przyczynach rzezi na Wołyniu nic ciekawego i prawdziwego nie znajdziecie. Uciekło wszystkim Polakom na wschodzie, i w książce też uciekło, że Ukraina to nie tylko nienawiść datująca się jeszcze od czasów Chmielnickiego i wcześniejszych powstań ukraińskich o czym wspomina już nawet Sienkiewicz, ale nie Pilis, to nie tylko błędy II Rzeczpospolitej wobec mniejszości ukraińskiej, to również grabieże, gwałty i rzezie okresu rewolucji bolszewickiej, to również Hołodomor, który dla nas jakby nie istniał, jakby Polsce i Polakom kompletnie było obojętne co się dzieje na Ukrainie, gdzie nasi Ukraińcy mieli rodziny, znajomych, gdzie był ich naród oraz marzenia o wolności i niepodległości. To także fakt, że my mieliśmy za sobą 1000 lat państwowości, własnej kultury, zwyczajów i jak byśmy to dzisiaj powiedzieli procedur, a Ukraińcy nie. Chyba nie można od kogoś, kto się dopiero rodzi, oczekiwać podobnej rozwagi, co od doświadczonego starca.

W kwestii samej narracji - ciągłe wybiegi myślą w przód spalające każdy wątek, oczywiście ze względów propagandowych, i związane z tym wielokrotne przeskoki w czasie, nawet w ramach jednej opowieści, jednego wątku, sprawiają wrażenie chaosu i niedopracowania. Słabe to pod tym względem bardzo. Inna sprawa, że jak się korektę powierza rodzinie i znajomym, to takie są efekty. Nie każdy jest geniuszem, który może pisać bez konkretnego redaktora, który by nim pokierował.

Niestety lektorka, jak wiele kobiet lektorów, popełnia błąd znacznie częściej popełniany przez kobiety niż przez kolegów po fachu zbyt często aktorzy i jęczy, zwłaszcza w scenach romansowych i przemocowych, co w dodatku sprawia niesmaczne wrażenie, gdy miłość, głupia, ale bądź co bądź jednak miłość, idzie w tej samej manierze co rzeź, gwałt i śmierć. Dobija książkę, której i tak już niczego nie potrzeba. Odsyłam do interpretacji Macieja Stuhra na przykład seria Cormoran Strike warto porównać. pani Chojnowska trafia na listę tych, których należy unikać.

Kiedy skończyłem Ciszę w Pogrance, z wielką ulgą zresztą, naszła mnie taka refleksja dlaczego teraz? PRL praktycznie zakończył życie trzy i pół dekady temu. Dlaczego zalew książek o Wołyniu nie nastąpił dziesięć, piętnaście lat temu, kiedy archiwa byłego ZSRR były otwarte jak nigdy dotąd, a ludzie pamiętający tamte czasy jeszcze żyli. Czemu teraz, gdy na Ukrainie trwa wojna? Przez cały czas trwania Zimnej Wojny Ruscy doskonalili sztukę wpływania na nieprzyjazne im narody, kraje i rządy, odziedziczoną po carskim imperium. W końcu to oni ukuli takie terminy jak agent wpływu oraz pożyteczny idiota. Czytając Ciszę w Pogrance warto się zastanowić, dlaczego mamy teraz wręcz wysyp tego typu literatury, w dodatku jak w tym przypadku o mizernym poziomie. Od Ukraińców wymagamy, by teraz, gdy walczą i giną, zajmowali się rozliczeniami z przeszłością, a sami ze swoją nigdy byśmy się nie zaczęli rozliczać, gdyby nie presja zagranicy. No w jednym Pilisowi trzeba przyznać wielkiego plusa wyraźnie zaznacza, że i Polacy wyrzynali cywilów Ukraińskich. I słusznie zauważa, że choć motywacja była inna, to zbrodnia jest taką samą zbrodnią. Tego zaś, że podnosi mniejszą skalę naszych zbrodni nie ma co brać dla nas na plus po prostu nie mieliśmy możliwości popełnić większych, gdyż AK pozostawiło Wołyń praktycznie bez pomocy, bez broni, bez informacji, bez planu. Gołymi rękami masowych zbrodni trudno dokonać.

I na koniec inna refleksja, nie do końca powiązana z samą książką Pilisa, ale za to właśnie z tymi nagle ożywionymi tematami Wołyńskimi - nawet Żydzi, których miliony poszły do gazu, nie mają dziś takiego żalu do Niemców, jaki my Polacy mamy do Ukraińców. A właściwie to nie do Ukraińców, a do Żydów, do Niemców, do Rosjan, właściwie do wszystkich z wyjątkiem Hucułów. W przeciwieństwie do Dziadka Sienkiewicza, który wyraźnie wskazuje zło rodzące się z hołubionych animozji między narodami, a Polakami i Ukraińcami w szczególności, w książce Pilisa tego klarownego przesłania zabrakło. Nie polecam.

 Dotyczy: Noc szpilek
 Wysłany: 2024-05-04 13:05:52


W zbiorach:     


No cóż - klimaty Peru przedostatniej dekady XX wieku na pewno interesujące, bohaterowie ciekawie wykreowani i przekonująco poprowadzeni, ale czegoś tu brak. Autor jakby ślizgał się po powierzchni tematu. Czytelnik może się wczuć w czwórkę protagonistów, ale już w lata 90-te w Peru niekoniecznie. W dodatku jako thriller powieść bardzo słaba - z góry celnie można obstawić jak się to wszystko skończy, a co to za thriller w którym nie ma żadnago napięcia. Niby jakiś suspend w końcówce jest, ale taki jednorazowy i szczątkowy, więc i tym nie zachwyca. Książkę bez żalu się odkłada. Gwoli prawdy bez problemu wraca się do niej po ciąg dalszy. Nie polecam, nie odradzam.

18062


Posty:1

 Dotyczy: Błoto słodsze niż miód : głosy komunistycznej Albanii
 Wysłany: 2024-02-05 15:22:11


W zbiorach:     


Albanię kojarzymy raczej jako turystyczną ciekawostkę i alternatywę dla taniego letniego wypoczynku. Osoby z nieco większym zacięciem historycznym słyszały zapewne kim był Enver Hoxha. Książka opisuje czasy jego dyktatury. Pod przykrywką ideałów i ogólnego dobra społecznego kryje się ,,zamordyzm" i ,,zaszczucie" obywateli. Od lat lat 60 tych do schyłku 80 - tych XX wieku w małym europejskim Kraju rozgrywały się być może większe ludzkie tragedie niż obecnie w Korei Północnej. Kawałek dobrze napisanego i ,,mocnego" reportażu. Polecam

15416


Posty:2

 Dotyczy: Śpiący rycerze : baśń o wspólnocie
 Wysłany: 2024-01-31 15:23:13


W zbiorach:     


15416


Posty:2

 Dotyczy: Kupa siku
 Wysłany: 2024-01-31 11:30:47


W zbiorach:     


16096


Posty:28

 Dotyczy: Zima w Małej Przytulnej
 Wysłany: 2023-12-05 01:19:34


W zbiorach:     


POLECAM!

16090


Posty:18

 Dotyczy: Wielcy filozofowie : prawdziwi mędrcy to buntownicy
 Wysłany: 2023-11-21 00:53:03


W zbiorach:     


Polecam! Dla każdego coś fajnego!

16096


Posty:28

 Dotyczy: Zaginione klejnoty
 Wysłany: 2023-09-10 17:19:05


W zbiorach:     


Świetna seria! Wszystko w jednym: romantyczna miłość, trochę historii, kryminalne zagadki, intryga itd. POLECAM!

16096


Posty:28

 Dotyczy: Przeklęty posag
 Wysłany: 2023-09-10 17:18:50


W zbiorach:     


Świetna seria! Wszystko w jednym: romantyczna miłość, trochę historii, kryminalne zagadki, intryga itd. POLECAM!